SWETER URODZINOWY

     Co roku robię Tynie sweter na Święta. Ostatnio Tyna stwierdziła, że już nie potrzebuje swetra pod choinkę, to jej zrobiłam na urodziny. Sprytnie, co?

    Chciałam, żeby sweter urodzinowy był maksymalnie uniwersalny, żeby pasował na wszystkie pory roku, na różne aktywności i do pracy. 

    Wybrałam włóczkę Peer Gynt z wełny norweskiej (wełna norweska najczęściej powstaje z Norweskiej Białej Owcy, czasem z dodatkiem wełny od prymitywnych norweskich ras). Jest to wełna sprężysta, miękka ale pozbawiona połysku i puszku. Nie drapie ale jest trochę szorstka w dotyku i matowa w wyglądzie. Jest lekka, ciepła i odporna na kulkowanie).  Kolor nazywa się September Sky:


     Wybrałam wzór Zipper Sweater Light z wywijanym kołnierzem zapinanym na zamek:


    Najtrudniejszym elementem swetra jest kołnierz. Nabiera się oczka na dwa komplety drutów na raz i przerabia bardzo ciasno. Można się nad tym fragmentem nieźle namęczyć ale potem jest już z górki.

    Sweter pojechał ze mną w Tatry i cały karczek powstał w deszczowe dni kiedy nie można było wyjść na szlak.


    Blokowanie swetra z elementem obłożenia zamka: 

    Do wszycia obłożenia i zamka korzystałam z instrukcji z tego filmu (klik):



    Udało mi się znaleźć zamek i nici w idealnym kolorze. Zależało mi na zamku metalowym, który jednocześnie będzie trochę ozdobą swetra. 

    Najtrudniejszy element wszycia zamka, to wyrwanie ząbków. Tutaj musiałam zatrudnić Marcina, bo ja nie miałam siły tego zrobić. 


    Gotowy zamek. Myślę, że następnym razem nie przyszywałabym od razu dołu obłożenia, tylko zrobiłabym to już po wszyciu zamka, żeby łatwiej było ułożyć końcówkę i uniknąć wybrzuszenia:


    Gotowy sweter. Kolor trochę przekłamany, bo zdjęcia robiłam tuż przed przyjazdem Tyny i nie miałam idealnego światła. Rękawy są węższe niż w oryginale, bo chciałam żeby swobodnie mieściły się pod kurtką. 






    W ogóle z wręczeniem prezentu było trochę dramy. Tyna przyjechała do mnie w piątek razem z dziewczynkami. Miały zostać do wtorku, wrócić do siebie a w środę pojechać do domku nad jeziorem. Urodziny były w następny wtorek. Jako że paczka z prezentem była ciężka a dziewczyny miały dużo bagaży wysłałam ją w piątek do ich domu a w poniedziałek odebrał ją mąż Tyny. Paczka z całą rodziną pojechała nad jezioro. Tylko niestety potem Tyna się rozchorowała, musiała wrócić do domu, potem dostała jeszcze skierowanie do szpitala i jeszcze musiała pokazać się na kontroli w poniedziałek. Na tej kontroli miało okazać się, czy potrzebna jest jeszcze jedna wizyta, czy może jechać nad jezioro. Do połowy poniedziałku więc nie było wiadomo czy w dniu urodzin paczka z prezentem i Tyna znajdą się w tym samym mieście. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.

    PS: jeśli ktoś zastanawia się, jakie jeszcze prezenty były w paczce to proszę:



Komentarze